Wandea i inne zbrodnie

Čtvrtek v 16:38
Temat takich rzeczy, jak ludobójstwo na Kresach interesuje mnie nie dlatego, że daje mi jakąś masochistyczą przyjemność drążenie tego tematu (są rzeczy z tej dziedziny, których staram się w ogóle nie czytać, jak choćby relacje naocznych świadków). Temat dawnych Kresów RP mimo wszystko kojarzy mi się głównie pozytywnie, był to ważny ośrodek kulturalny i duchowy (chodzi mi tutaj o ducha w sensie atmosfery, pewnej metafizyki). Jednak niepokojący jest fakt zamiatania tego rozdziału historii pod dywan. Dość wpomnieć, że chodząc do liceum i studiując historię, dowiedziałem się o tym dość późno, chyba nawet już po studiach. I nie dziwi mnie, że wielu ludzi w ogóle nie wie o tym, co działo się w latach 1943-44 na styku terenów zamieszkałych przez Polaków i Ukraińców. Szok.

Po co wałkować ten temat? Ano po to, żeby to się już nigdy nie powtórzyło. Może dziś żyjemy w spokojnym momencie historii, jednak nie łudziłbym się, że tak będzie zawsze. Oczywiście chciałbym i mam nadzieję, że tak będzie, ale trzeba się o to choć odrobinę starać. Choćby badając ten temat, wskazując jako zagrożenie. Niepokojące jest to, że Ukraińcy, którzy mordowali polską ludność cywilną (mieszkańców polskich wsi, kobiety, dzieci...) mówią: trudno, takie były czasy. Nie mają sobie nic do zarzucenia. Tak przynajmniej wynika z bardzo wielu relacji. Warto pamiętać, że jednak tylko garstka Ukraińców brała w tym udział (wielu Ukraińców zginęło ze względu na opór, czy sympatyzowanie z ofiarami). Ale jednak tamte wydarzenia powinny dzisiaj zostać totalnie potępione, kult tamtych dowódców czy oddziałów powinien zostać zakazany, a przecież tak sie nie dzieje. Przeciwnie - cieszą się oni dużym uznaniem w Ukrainie zachodniej. Ostatnio w pobliżu Politechiniki Lwowskiej ponad pomnikiem Bandery wzniesiono 30-metrowy łuk tryumfalny (pogrążona w kryzysie Ukraina wydała na to ponad 1 mln dolarów).

Ok, wyładowałem się : ))

Jeszcze jedna rzecz - już na koniec.
Tematem numeru ostatniego Gościa Niedzielnego była kwestia Wandei, regionu w zachodniej Francji, który przed rewolucją francuską uchodził za najbardziej katolicki w kraju, a który został praktycznie wybity w czasie rewolucji, jako, że wstawił się za królem. Rozkazy mówiły dosłownie o ekterminacji - z kobietami i dziećmi włącznie - zginęło wtedy 200-500 tyś. wandeiczyków (stało się to inspiracją dla późniejszych zbrodniarzy, Lenin w 1917: Musimy eksterminować Kozaków. To jest nasza Wandea). Dzisiaj to temat tabu. Historycy, którzy o tym mówią, mają problemy. Można o tym przeczytać w artykule Wolność, Równość, Kłamstwo i Amnezja po francusku. Było to ludobójstwo dokonane przeszło 100 lat przed ludobójstwem Ormian w Turcji w czasie I wś., uznanego za pierwsze ludobójstwo współczesnej Europy, a będące solą w oku Turków. Ostatnio francuski parlament uchwalił ustawę o karaniu osób negujących... tamto tureckie ludobójstwo. Natomiast sygnatariusze rozkazów o eksterminacji Wandei (Robespierre, czy szerzej: przywódcy rewolucji) są powszechnie uwielbiani, nie tylko we Francji.

 

Poza horyzont zdarzeń

21. ledna 2012 v 22:41
Jakiś czas temu rozmawiałem z Rafałem, który stwierdził coś niezwykłego, czy może dość nietypowego (bo przyjęło się myśleć raczej w inny sposób) - są miejsca, gdzie nie wiadomo, co jest. Np. we wnętrzu czarnych dziur. A może jest tam wszechświat?

Jak to? Przecież matematycznie da się wyliczyć, co jest w czarnej dziurze. Bardzo sprasowana materia, tak ciężka, że grawitacja nie pozwala wydostać się nawet fotonom.

Rafał: dobrze, ale jest jeszcze horyzont zdarzeń, który jest ponad powierzchnią czarnej dziury. I nikt nie wie, co jest pomiędzy. Naukowcy wyliczając właściwości kosmosu w przypadku czarnej dziury otrzymują nieskończoność. A to znaczy, że te równania dla tej rzeczywistości się nie sprawdzają - są fałszywe. Nie dają odpowiedzi na to, co tam jest.

Może założenia do tej rzeczywistości, które nauka (matematyka) z powodzeniem opisuje, też są źle dobrane? Wyliczenia opierają się na wielu stałych (na zasadzie dogmatu). Te stałe można ująć wg zupełnie innej logiki i powstałe w ten sposób równania też dałyby pozytywny efekt w doświadczeniach - choć byłyby to zupełnie inne równania.

Czyżby matematyka była względna?

Lwów 2010

15. ledna 2012 v 22:50
Ta galeria zdjęć czekała dłuuugo na publikację, wylegując się na zapleczu bloga. Sam nie wiem, jak to się mogło stać. Widać wtedy nie był dobry czas. Hm... ciekaw jestem, co słychać u pani Ani. Niedawno wyjazd do tego - nieodległego - co by nie mówić - miasta, uciekł mi między palcami. I chyba dopiero na wiosnę wybierzemy się - może z Suyią i Becią (?), by pochodzić po lwowskich uliczkach, powałęsać po zakamarkach, napić się kawy w jednej z lwowskich kawiarenek, i może nawet wypuścić się gdzieś w okolice...

aa
bb
cc
dd
ee
ff
gg
hh
ii
jj
kk

Zdjęcia 4. ,5. i 6. od dołu wyjątkowo zostały wykonane w Drohobyczu i na wsi nieopodal Drohobycza.

Czterech śpiących do rozbiórki

9. ledna 2012 v 0:07
fot. Jarosław Królikowski (wikipedia)Zawsze mnie dziwiło, że ten pomnik stoi - w dodatku tak wyeksponowanym miejscu w Warszawie (przy ważnym skrzyżowaniu obok Dworca Wileńskiego). Słyszałem historię ojca, który w celach wychowawczych przychodził z dziećmi pod ten pomnik, by wydłubywać mosiężne litery.
Teraz jest w trakcie remontu. Trochę wstyd, bo stoi w okolicy Stadionu Narodowego. Goście z zagranicy gotowi pomyśleć, że trafili do Moskwy, tym bardziej warto podpisać petycję do władz miasta Warszawy, która znajduje się pod tym linkiem. Naprawdę zachęcam. Może się uda.


Gwoli jasności. Nie jestem za tym, by koniecznie usuwać wszelkie pamiątki komunizmu. Jest to jakieś świadectwo czasów totalitaryzmu, jaki przyszło nam znosić. Ale to jest chyba nieco zbyt wyeksponowane miejsce, które można lepiej wykorzystać. A ten pomnik usunąć gdzieś w kąt i koniecznie opatrzyć dobrze widocznymi tablicami informacyjnymi, że jest to przykład totalitarnej propagandy. Bez tego dzisiejszej młodzieży może przyjść do głowy, że nasze armie rzeczywiście walczyły ramię w ramię we wzajmenym szacunku, przyjaźni i zrozumieniu.

Rodzina Ulmów

4. ledna 2012 v 1:30
We wsi obok naszej, w Markowej, przed wojną mieszkała rodzina Ulmów, Józef i Wiktoria. Mieli sześcioro dzieci (Stasię, Basię, Władzia, Franusia, Antosia i Marysię). Józef angażował się społecznie (działał w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży i Związku Młodzieży Wiejskiej "Wici"), miał dwa aparaty fotograficzne, w tym jeden, który sam skonstruował. Zachowało się wiele zdjęć. Jedno z nich przedstawia żonę Józefa z dziećmi w 1943 roku.


Byli pobożną rodziną (wszyscy klękali co wieczór do modlitwy) i dobrze znaną w okolicy, choćby z nowatorskiej działalności Józefa w dziedzinie ogrodnictwa, jako pierwszy we wsi prowadził szkółkę drzewek owocowych, zajmował się też pszczelarstwem, czy hodowlą jedwabników. Gospodarstwo Ulmów odwiedził nawet książę Andrzej Lubomirski, by obejrzeć hodowlę i drzewa morwowe.
W czasie wojny ukrywali ośmioro Żydów (rodziny Szallów i Goldmanów). Okupowana Polska była jedynym krajem (z wyjątkiem ZSRR), gdzie za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci. Mimo to w samej Markowej Żydzi ukrywali się u co najmniej 5 rodzin, łącznie co najmniej 25 osób, spośród których przeżyło co najmniej 17 osób. Nie było to też nic nadzwyczajnego w innych wsiach w okolicy, a pewnie i dalej.
24 marca 1944 r. do domu Ulmów przyszli Niemcy z kilkorgiem żandarmów z Łańcuta (przyjechali na 4 furmankach). Dokładnie wiedzieli, czego szukają. Weszli na strych, gdzie od razu rozstrzelali wszystkich ośmioro Żydów. Józefa wyciągnęli przed dom i zastrzelili na oczach całej rodziny. Potem matkę i - płączące dzieci. Wiktoria była wtedy w 9 miesiącu ciąży. Dziecko zaczęło się rodzić już pod ziemią. Joseph Kokott, strzelający do dzieci, rzucił do furmanów: "Patrzcie jak giną polskie świnie przechowujące Żydów!".

Mimo, że takich tragedii pod niemiecką okupacją w Polsce było wiele, to właśnie rodzina Ulmów ze wsi Markowa jest przykładem szczególnie znanym (choć chyba nie dość, skoro ciągle mówi się o polskim antysemityzmie). Tutaj - w Markowej - do 2013 roku ma powstać nowoczesne Muzeum Polaków Ratujących Żydów.
Jednak w tej chwili los tej placówki stoi pod znakiem zapytania. Niedawno władze województwa miały przekazać na ten cel 6,5 mln (decyzja była podjęta jeszcze za PiSu), ale po wyborach - koalicja PO-PSL-SLD ograniczyła projekt. Wg ostatnich informacji - do 1 mln (co oznacza już bardzo skromną realizację), o ile w ogóle muzuem powstanie (zaoszczędzone pieniądze mają iść na dofinansowanie szpitali).
Pomyśleć, że w Rzeszowie niedawno wydano 4 mln zł na akcję liczenia samochodów (którą przeprowadziła hiszpańska firma).
Kto grał kiedyś w SimSity wie, że naprawdę nie wystarczy zapewnić finansowania szpitali, wodociągów i podstawowych usług. Czasem potrzebny jest pomnik czy muzeum. Tym bardziej, że wokół pełno tragicznych świadectw przeszłości - jak obóz zagłady w Bełżcu, gdzie w ciągu paru miesięcy zabito 1/2 mln ludzi - one powinny być, ale dla równowagi nie powstaje nic budującego, nawet mimo, że wielu żyje w przekonaniu, iż polska ludość nic nie robiła, by ratować swoich sąsiadów.
Biorąc pod uwagę tylko Podkarpacie i Małopolskę, w podobny sposób, jak rodzina Ulmów, śmierć poniosło co najmniej kilkaset osób. Wg Waldemara Łysiaka w samej Warszawie poza gettem ukrywało się 30 tyś. Żydów, natomiast w całym okupowanym kraju za pomoc Żydom zginęło 150 tyś. Polaków (wspomina o tym w felietonie zamieszczonym w Uważam Rze, nr 45/2011, s. 99). Niestety, zamiast wyciągać takie fakty na światło dzienne, w imię jakiegoś samobiczowania, woli się lansować autorów pokroju Grossa - którego ostatnia książka - o zgrozo, wyszła nakładem katolickiego wydawnictwa Znak.

...cała prawda o tzw. "antysemityzmie"

3. ledna 2012 v 1:46
Nie lubię wklejania linków z jutuba na blogu i nigdzie, m.in. dlatego, że zazwyczaj nie mogę ich oglądać, ale też dlatego, że wolę czytać, co człowiek napisał, niż patrzeć na coś, co stworzył ktoś, kogo nie znam : )

Po tym krótkim wstępie, chciałbym zaproponować niezwykły film, który znalazłem podczas poszukiwań w internecie na zupełnie inny temat (o którym, jak mi się uda, to też napiszę). Autorem jest Żyd mieszkający z Izraelu. Wpadł na pomysł, żeby dołączyć się do wycieczki izraelskiej młodzieży jadącej zwiedzać miejsca związane z Holocaustem w Polsce i zobaczyć, jak to tak naprawdę jest z tym antysemityzmem (takich wycieczek organizuje się wiele i to jest chyba jakiś element polityki historycznej Izraela, charakteryzują się tym, że zaglądają w miejsca kaźni i nie wchodzą w relacje z lokalną ludnością).
Przy okazji tworzenia filmu udało mu się wejść w wiele miejsc, które normalnie są zakryte. Odbył choćby podróż z prezesem największej organizacji zajmującej się zwalczaniem antysemityzmu, który ma "chody" ze względu na stereotyp wpływowego Żyda (paradoks - organizacja zwalcza ten stereotyp jako przejaw antysemityzmu, a jednocześnie świadomie z niego korzysta).

To tylko jeden z paru ciekawych paradoksów.

Ot:


Bez przebaczenia

29. prosince 2011 v 23:54

Parę słów nt. filmu, który żeśmy dzisiaj z Suyią obejrzeli :)

Jak lubię westerny, ten - choć jest totalnym zaprzeczeniem wielu zasad typowych dla tego gatunku - robi wyjąkowe wrażenie. Choćby poprzez fakt, w jaki sposób została tam ukazana śmierć. Podczas klasycznej sceny strzelaniny w kamienistej scenerii, trafiony zostaje jeden z bandziorów. Krzyczy, strzelcy słuchają jego lamentów totalnie zmieszani. Bohater grany przez Clinta Eastwooda, który strzelał, dłubie w jakimś mchu, mocno zbity z pantałyku.
Film powstał w 1992, uznany był za koniec gatunku. Zdecydowanie można zaliczyć go na listę filmów "niepoprawnych politycznie", które burzą jakiś utarty prządek i są może nawet trochę niewygodne (Amerykańcom pewnie bardziej zależy na lansowaniu modelu bohatera-zabijaki, szczególnie biorąc pod uwagę mnogość misji wojskowych, które prowadzą).

PS. Zdjęcie pochodzi z portalu filmweb.pl.

poza światem...

6. prosince 2011 v 2:21
Myślę, że człowiek żyjąc na uboczu, może wiele zyskać. Na uboczu, tzn. poza całym tym szumem medialnym. Pamiętam takie uczucie, kiedy wracam z gór, ale po 1-2 tygodniach nieobecności. Wracam do telewizji, gazet i - widzę, że właściwie nie wiem, co się działo. Że jestem - byłem, gdzieś poza. I teraz powoli, powoli wchodzę w to wszystko, jak w brudne ubranie. Takie wrażenie pamiętam sprzed paru lat, wtedy bywało, że codziennie oglądałem Wydarzenia, Fakty, Wiadomości - ciągiem. Ale coraz bardziej się od tego oddalałem, chyba trochę dzięki tym przerwom, które podobały mi się bardziej, niż ten pędzący stan medialnej konsumpcji.

Jest takie sformułowanie - cała Polska śledzi te wydarzenia. Ludzie telewizji są przekonani, że wszyscy ich oglądają.

Jarosław Marek Rymkiewicz uważa, że świat dzieli się na kolaborantów i patriotów. Takie dwie opcje dostrzega w historii Polski. Kolaboranci też uważali siebie za patriotów, ale swój patriotyzm realizowali w nieco inny sposób, przekonani, że Targowica służy interesom Polski, że opłaca się współpracować z PRL-em - ot, realia, ciężkie, trudne, ale konieczne - wszystko dla Polski. Żeby daleko nie szukać - dzisiejsze irracjonalne uwielbienie dla Jaruzelskiego, który siebie uważa za bohatera (i przez wielu za takiego jest uważany). A z drugiej strony tacy ludzie, jak rotmistrz Pilecki, którzy nawet przez chwilę nie poszli na współpracę - podczas gdy współpracowało tylu, nieraz omamionych mitem komunistycznego raju. Ciężko oceniać tamtych ludzi z dzisiejszej perspektywy, łatwiej takich ludzi, jak Kiszczak czy Jaruzelski, chyba niemożliwe w przypadku osób, które otarły się o "współpracę" z tamtym systemem trochę przypadkiem, jakby siłą rzeczy. Czytam wywiad-rzekę z Tadeuszem Konwickim. Swoją drogą świetna książka. Wspomina on nieco o tamtym okresie, o tym, że wtedy to nie było takie proste.

Piszę o tym nie bez powodu. To wszystko przekładam po prostu na swój grunt, na siebie. Zastanawiam się, co ja bym zrobił? Co by było, gdyby dzisiaj przyszło dokonywać tamtych wyborów? Co ja mówię, przecież dzisiaj dokonuje się wielu takich wyborów! Ot, podejmuje je aptekarka, która musi sprzedawać środki wczesnoporonne, pracownik stacji, gdzie najlepiej wyeksponowanym produktem są prezerwatywy... To najprostsze przykłady, ale rozciąga się to na wiele innych aspektów ludzkiej egzystencji, nie wyłączając polityki. Pewne partie w jednej dziedzinie zachowują się tak, że krew zalewa, ale w innych - owszem, owszem, więc może warto mimo wszystko, wbrew sumieniu, zagłosować? Czy nie tak było w PRL-u, kiedy człowiek stawał przed podobnym wyborem? - święty spokój, czy wieczna szarpanina w opozycji?

Marsz Niepodległości

23. listopadu 2011 v 3:37
W piątek 11.11.11 byliśmy u cioci. W telewizorze pokazali relację ze stolicy, kiboli rzucających kostką brukową, na dole przewijały się paski "Uczestnicy Marszu niepodległości atakują policję". Patrzę i oczom nie wierzę. Jak to? - Tymczasem stacja pokazywala w kółko rozruby, gówniarzy niszczących barierki, film był zapętlony, co chwilę te same sceny i tak w kółko, w tle rozmowy z gośćmi, komentarze. Nie mogłem się nadziwić tym obrazom, bo wiedziałem, że Marsz Niepodległości jest organizowany i wyobrażałem to sobie jako spokojny pochód ulicami, flagi i portrety Piłsudskiego. A tutaj nic takiego nie było widać, sceny, jak z rewolucji, armatki wodne, bandy, nad którymi nikt nie może zapanować.
Potem się dowiedziałem, że owszem, był też normalny marsz, w którym wzięło udział kilkadziesiąt tyś. ludzi, ale nikt tego nie pokazał. Dlaczego musiałem się o tym dowiadywać sam? Z internetu? - nie wiem. W każdym razie zdaję sobie sprawę z tego, że większość ludzi poprzestanie na przekazie telewizyjnym. Uwierzy komentatorom medialnym. Nie sprawdzi, nie będzie szukać filmów na jutubie i relacji uczestników na blogach, które totalnie różnią się od tego, co podawała telewizja (również w ich relacjach ten dysonans jest postrzegany jako coś szokującego).
Media mają zaiste ogromną władzę. Są w stanie zmanipulować każdy przekaz. Relacje z tamtego dnia ktoś nazwał powrotem do metod stalinowskich. I chyba coś w tym jest. Patrioci przedstawiani są jako faszyści (nie przeczę, że była jakaś garstka ekstremistów, ale to margines, 99% to normalni ludzie, którzy chcą świętować niepodległość). Dziennikarka TVN-u zapytana, czy widziała podczas marszu transparenty nawołujące do agresji odpowiedziała (piszę z pamięci): - Tak, "Bóg, Honor, Ojczyzna", były też hasła przeciw in-vitro. - - Ręce opadają.

dolnośląski skrót wydarzeń

17. listopadu 2011 v 0:22
Już od dłuższego czasu znowu we Wrocławiu, tym razem jestem w większym składzie, z Madzią i Pluszczem. Kilka intensywnych, niezwykłych dni. Nawiedziliśmy Olcię, Becię i ich koleżankę na Psich Budach. Od czwartku mieliśmy jechać do Nysy na skrutinium, ale wyjazd został odwołany. Co dało okazję, by wybrać się w sobotę na chrzciny Rysia Adamowego do Kotliny Kłodzkiej. W czwartek wieczorem przyjechała Agata, z Krzysztofem, Patrycją i Szymkiem. Odebrałem ich z dworca Psie Pole. W piątek jeździli oglądać domy, a w sobotę już razem, 2 samochodami, ruszyliśmy, klucząc nieco po Sudetach (przez Wambierzyce), do kościoła w Roztokach. Wcześniej zajrzelismy też zobaczyć dom Adama w Gajniku.

To taki skrót faktograficzny. Prawdopodobnie coś mi wyleciało z głowy, ale już mniejsza o to :) W niedzielę z Agatą i Krzysztofem pojechaliśmy natomiast na ... Dworzec Świebodzki :) Chciałem pokazać Im to zjawisko, jakim jest, wspominany już tutaj, tamtejszy targ staroci. Sam byłem zresztą niemało zdumiony, widząc śpiących w upojeniu w kurtką na głowie sprzedawców dóbr wszelakich czy awanturujacą się kwieciście kobietę ("Ty pracujesz? Ty... leżysz brzuchem do góry!" - i tego typu ciąg nieprzerwany) - przez tamte majdanki przemknąłem chyłkiem, rzucając tylko okiem, czy rzeczywiście nie ma nic interesującego. Nieco wcześniej uwagę moją przykuł karton kaset. Po prostu kopalnia skarbów. Nabyłem 6 płyt Queen, The Cure i pierwsza płyta Cate Bush "The Kick Inside", którą od tamtej pory namiętnie słucham. Koszt: 10 zł za 8 kaset. Więcej się już wziąć nie dało, choć sprzedawca zachęcał (zniecierpliwiony, kiedy nie miał wydać 3 zł) - Bierz pan cały karton! :)

Eh, szkoda, że nie zrobiłem paru zdjęć na Dworcu Świebodzkim (podobno targowisko działa tylko do końca roku, no, zobaczymy, może to tylko plotki).

Kam dál